Tangle Teezer kontra Tangle Angel: zbiorczy test szczotek

sobota, 9 stycznia 2016 | 46 komentarzy:
Do tego wpisu zbierałam się długo - z kilku powodów. Po pierwsze, przez wiele lat moją ulubioną szczotką do włosów była bardzo zwyczajna, plastikowa szczotka bodajże marki Top Choice, kupiona spontanicznie w drogerii w przypływie nagłej potrzeby. Nie da się jednak ukryć, że szum wokół rozmaitych włosowych wynalazków nie ominął i mnie, w związku z czym prędzej czy później w moje ręce trafiały różne hity w tej materii - osławiony Tangle Teezer i całkiem niedawno - także Tangle Angel. Obie marki dysponują kilkoma modelami szczotek i przez dłuższy czas testowałam różne wersje. Nie chciałam pochopnie wyciągać wniosków, bo wbrew pozorom nie było mi łatwo o jednoznaczną opinię od pierwszego uczesania. Zebrałam już jednak wszystkie ochy, achy, za i przeciw - i zapraszam na zbiorczą recenzję szczotek do zadań specjalnych.

Po pierwsze: kto bierze udział w teście?

Po stronie Tangle Teezer wystąpi klasyczny, czarny Tangle Teezer Original, zaś Tangle Angel reprezentować będą dwa modele: klasyczny Angel i większa, przeznaczona do włosów grubych i gęstych wersja Extreme.
Przede wszystkim odrobina informacji technicznych: obie szczotki to wynalazki zaprojekowane przez dwóch różnych brytyjskich fryzjerów - Tangle Teezer jest starszy, zaś Angel to produkt który na rynku zadebiutował kilka lat temu. Według mnie, geneza obu szczotek jest podobna, oczywistym jest jednak że TT jest zdecydowanie bardziej popularny i szturmem zdobył rynek - czy to ze względu na swoją innowacyjną konstrukcję czy też marketing - pozostawiam do Waszej oceny :). Faktem jest, że TT znany jest wszem i wobec - zresztą, gdy wrzucałam zapowiedzi tego wpisu na Instagramie czy Snapie, dostawałam sporo opinii lub pytań o to, czy Angel to jakiś nowy model marki Tangle Teezer. Wyjaśniam zatem - nie, to zupełnie odrębne produkty, łączy je jedynie brytyjskie pochodzenie oraz słowo "tangle" w nazwie - jest to jednak uzasadnione zjawisko, biorąc pod uwagę że określa ono funkcję szczotek - jedna i druga są szczotkami przede wszystkim rozplątującymi, rozczesującymi problematyczne włosy - "detangling".

Zaczynając od klasyka

Jako że na rynku pojawił się pierwszy i większości z Was jest doskonale znany- zacznę od Tangle Teezera. Oczywiście, istnienia tej szczotki świadoma byłam już dawno, jednak szczerze mówiąc po pobieżnym przyjrzeniu się jej na żywo nie zapałałam specjalną chęcią jej posiadania. Koniec końców stwierdziłam, że powinnam jednak sprawdzić ją na sobie - i kupiłam klasyczny, czarny model. 

Czego oczekuję od szczotki? Jakie problemy sprawiają moje włosy?

Umówmy się: czesanie włosów to nie fizyka jądrowa i nie jestem zwolenniczką dorabiania do tego zbędnych teorii - szczotka powinna sprawnie i bezboleśnie rozczesywać włosy i ułatwiać życie bardziej, niż je utrudniać. Moje włosy są raczej normalne, ale jest ich sporo - choć są wysokoporowate, łatwo się puszą i plączą, są też w miarę grube i ilość jest całkiem spora. Są też długie - sięgają mi za łopatki i jest to podstawowy problem podczas czesania. Potraktowane odpowiednią odżywką ładnie "wchłaniają" produkt i stają się całkiem sypkie i lejące, jednak zwykle lubią kaprysić. 

W związku z powyższym, Tangle Teezer powinien sprawdzić się całkiem dobrze - w końcu moje włosy to nie burza loków, są z reguły proste, lekko falują tylko gdy wyschną całkowicie samoistnie.
Co się okazało?

Ocena designu i stylu Tangle Teezera to kwestia indywidualna - uważam, że w gamie są i ładniejsze wersje (np. złota Compact) jak i te odrobinę bardziej kiczowate i niekoniecznie piękne. Plusem szczotki jest na pewno jej niewielki rozmiar, lekkość i ergonomiczny kształt pozwalający wygodnie trzymać ją w dłoni. Niestety, w praktyce, podczas rozczesywania moich długich włosów, patent który jest jednym z głównych znaków rozpoznawczych TT, czyli właśnie brak rączki i chwyt pełną dłonią okazał się klapą. To jest dla mnie zwyczajnie niewygodne, a to dlatego, że zaciskając dłoń na szczotce nie jestem w stanie uzyskać odpowiedniego nacisku na pasmo włosów i skupiam się na tym, by nie wyślizgnęła mi się z ręki zamiast na tym, by dokładnie rozczesać włosy. Łączy się to zresztą z drugim problemem, jaki u siebie zaobserwowałam. Tym, co wyróżnia Tangle Teezer są krótkie, elastyczne ząbki z tworzywa sztucznego, które powinny ładnie, z racji swojej gęstości, otaczać włosy i rozczesywać dość precyzyjnie. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że tak to działa w przypadku cienkich włosów lub tych krótszych - u mnie problem polega na tym, że szczotka wbija się w wierzchnią warstwę włosów i kompletnie nie dociera do głębszych, zwykle bardziej splątanych warstw. Nawet jeśli dzielę włosy na sekcje, mam wrażenie że ząbki po prostu wyginają się i suną po powierzchni, prześlizgując się po tych skołtunionych. No nie tego spodziewałam się po szczotce, której fenomen został zbudowany na bezbolesnym rozczesywaniu. 

Poza kwestią kluczową, czyli tym jak sprawdza się u mnie Tangle Teezer do czesania, mam do niego jeszcze jedną uwagę - błyszcząca, czarna szczotka bardzo mocno się rysuje, jeśli kładziemy ją wypukłą stroną, a z kolei przechowywanie ją w pozycji "na ząbkach" nie jest zalecane przez wzgląd na ich odkształcanie się. Strasznie dużo zamieszania jak na taką małą szczotkę ;). Oczywiście, muszę oddać sprawiedliwość TT - jeśli moje włosy są suche, wstępnie rozczesane chociażby palcami, radzi sobie lepiej. Wtedy faktycznie, cienkie jak igiełki ząbki ładnie prostują pasma, wygładzają je i wtedy używanie TT jest przyjemne - jednak wtedy też, jeśli kilkakrotnie przeciągnę szczotką po włosach - elektryzują się. Tak źle i tak niedobrze ;).

Podsumowując: moje pierwotne obawy wobec Tangle Teezera niestety się potwierdziły. Szczotka dobrze sprawdziła się jedynie w dwóch przypadkach: gdy testowała ją moja mama, obdarzona niewielką ilością cienkich włosów, i ... gdy już zrezygnowana wrzuciłam szczotkę do szuflady, i postanowiłam podarować ją mojemu psu ;). Całkiem poważnie, w przypadku długowłosego psa sprawdziła się świetnie - widać też było po minie Mani, że masaż jaki zapewniają ząbki, jest ewidentnie przyjemny ;). 

A o co chodzi z Tangle Angel?

Szczotki Tangle Angel to, jak wspominałam, produkt zaprojektowany przez brytyjskiego fryzjera, a właściwie - stylistę fryzur - który dba o włosy wielu celebrytów i... rodziny królewskiej. Wypadałoby więc oczekiwać od takiego produktu nieco więcej. Szczotki Tangle Angel występują w szerokiej gamie modeli: mamy Tangle Angel zwyczajną, wersję Classic - która wyjątkowo mi się podoba ze względu na kolorystykę i matowe wykończenie - Extreme, oraz wersję dziecięcą  i od niedawna także Shine Angel, czyli linię szczotek z dodatkiem naturalnego włosia przeznaczone do stylizacji. 
Co wzbudziło moją nadzieję wobec Tangle Angel? Przede wszystkim - bardziej klasyczna forma szczotki: TA w każdej wersji posiada rączkę, co już jest świetne, ale dodatkowo warto zauważyć, że jest ona zakończona płaską podstawą - szczotka bez problemu stoi sobie na niej i odpada problem pt. przechowywać na włoskach, czy na "grzbiecie"?:) Pośród wielu wzorów i kolorów, cieszę się że TA występuje w ładnych, eleganckich wersjach całkowicie czarnych lub białych, a także matowych. Osobiście od razu polubiłam się z matową Extreme - jej powłoka jest lekko gumowa, antypoślizgowa, więc po pierwsze bardzo pewnie leży w dłoni, nawet mokrej, i zupełnie nie widać na niej śladów zużycia. Każda błyszcząca szczotka prędzej czy później zacznie zbierać drobne rysy i tracić na wyglądzie - w tym przypadku to fajne rozwiązanie.


jeśli ktoś przyzwyczaił się do trzymania szczotki za część z ząbkami, tak jak TT, tutaj macie wybór: wgłębienie pomiędzy skrzydłami służy właśnie do tego :)

Design szczotek może być dyskusyjny, ale na pewno ich jakość już nie. To naprawdę fajne, elastyczne tworzywo, które nie przypomina plastiku podobnego do doniczki. Szczotki wykonane są bardzo starannie, nigdzie nie widać kleju czy łączeń, a nóżka jest bardzo stabilna. Jeśli komuś skrzydła niespecjalnie przemawiają do gustu, raz jeszcze polecam wersję Classic- tam ich nie ma :).


Okej, ale czas na konkret, czyli działanie. Dla podstawowego uzmysłowienia sobie różnicy pomiędzy Tangle Teezerem a Angel, spójrzcie na zdjęcie porównujące ich włosie. Jeśli chodzi o wielkość szczotki, to Tangle Teezer klasyczny jest wielkością idealnie pomiędzy Tangle Angel klasycznym, a Extreme. Wszystkie są do siebie zbliżone, jednak Extreme jest oczywiście największa.

W Tangle Teezerze igiełki są rzadsze, cieńsze i krótsze. Tutaj mamy do czynienia z Tangle Angel Extreme, jednak co do zasady tak jest we wszystkich szczotkach TA: ząbki są grubsze, wykonane z elastycznego tworzywa i bardzo gęsto rozmieszczone. Na pierwszy rzut oka widać, że są dłuższe, i tak jak wspominałam - krótkie igiełki TT nie docierały do nasady moich włosów, a tutaj jest inaczej.

Czy Tangle Angel działa? Jak sprawdza się w rozczesywaniu włosów na mokro i na sucho?

Uogólniając: tak, jeśli miałabym wskazać, która ze szczotek faktycznie rozczesuje moje włosy, punkty lecą zdecydowanie w kierunku Tangle Angel. Szczotkę pewnie trzyma się w dłoni, a przyłożona do wilgotnych włosów na tyle gładko po nich sunie, by ich nie wyrywać, jednak dzięki dłuższym ząbkom wnika w splątany kołtun i jest w stanie go rozczesać. Mam wrażenie, że to kwestia dobrego poziomu elastyczności tych zębów. Są na tyle miękkie, że nie utkną w splątanych włosach, ale też na tyle twarde, że faktycznie je rozczesują. Producent zapewnia też, że szczotki są antybakteryjne oraz odporne na wysoką temperaturę - to zaleta w przypadku stylizacji na ciepło i operowania z bliskiej odległości suszarką.


Alleluja: włosy przechodzą przez zęby jak przez sito :) żadnych kołtunów!

Co mogę powiedzieć? Tangle Angel, choć jest młodszą wersją rozczesującej szczotki, ewidentnie wyciągnęło pewne wnioski z niedociągnięć pierwowzoru i skutecznie je wyeliminowało. Te szczotki wydają mi się być po prostu lepiej przemyślane. Podoba mi się duża gama modeli, które faktycznie różnią się od siebie czymś więcej niż wyglądem, obecność rączki, bardzo ergonomiczne wykonanie i przede wszystkim - ulepszona formuła giętkich, elastycznych ząbków które czeszą, a nie jedynie wbijają się we włosy. Wiem, że grono zwolenniczek TT jest ogromne i nie neguję zalet tej szczotki - Tangle Angel trudniej będzie wrzucić do torebki jako podręczną szczotkę - jednak w mojej opinii, dla posiadaczek włosów długich, gęstych lub po prostu - jeśli nie umiecie żyć bez klasycznej szczotki - to właśnie Tangle Angel jest właściwym kierunkiem. 

 Jeśli chodzi o ceny, powiedziałabym, że kształtują się na zbliżonym poziomie. Za najtańszy Tangle Teezer zapłacimy około 30zł. Również klasyczną wersję Tangle Angel kupicie za 30,99zł TUTAJ, wersję Classic (matową) - za 39,99zł a Extreme, czyli największą - za 46,99zł. Pełna specyfikacja modeli i rozróżnienie ich funkcji znajdziecie TUTAJ (nie działa na mobile!). Myślę, że 50zł to rozsądna granica cenowa za porządną szczotkę która łagodnie i bez wyrywania pozwoli ogarnąć nasze włosy. 

Koniecznie dajcie znać, jak Wasze preferencje szczotkowe: który z omówionych modeli znacie, a może macie swoich bohaterów których powinnam poznać? 

Zapraszam do dyskusji:
  1. Zainteresowałaś mnie bardzo Tangle Angel :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się :D biorąc pod uwagę jak słynny jest Tangle Teezer, często słyszę opinie gdy mówię o jakiejkolwiek innej szczotce, że chyba z kosmosu spadłam że nie pokochałam TT... najlepiej samemu spróbować:)

      Usuń
  2. Od niedawna na facebooku pojawiały się różne reklamy Tangle Angel. Nie byłam do niej przekonana- myślałam najzwyczajniej, że to podróba TT o wymyślnym kształcie. Jednak po tej recenzji stwierdziłam, że musze koniecznie mieć Tangle Angel! Ma wiele rodzai, pod konkretny rodzaj włosów, a TT niestety nie do końca odpowiada moim włosom jeśli chodzi o ich rozczesywanie (są grube i łatwo łapią kołtuny).

    malowane-roza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo osób sądzi, że Angel to wersja Teezera, to przez to "Tangle" :) ale jak się przyjrzeć, to naprawdę sporo je różni. Też wydaje mi się rozsądne, że jest wiele modeli, bo jednak Tangle Teezer różni się tylko kolorami... :)

      Usuń
  3. Po pierwsze... od dawna śledzę Cię na Instagramie... czemu nie wpadłam na to, żeby zaobserwować bloga??? Dodaje do listy blogów i będę zaglądać regularnie :D

    Po drugie - przeczytałam wszystko i podpisuje się obiema rękami pod narzekaniami nad tangle teezerem. Ok, faktycznie coś tam robi i rozczesuje te włosy lepiej niż normalna szczotka, ale po tych zachwytach, które nad nią słyszałam, spodziewałam się po prostu czegoś lepszego... A teraz mega mnie zachęciłaś do wypróbowania Tangle Angel w wersji Classic! Leci na chciejlistę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Classic jest chyba najładniejsza :) zakochasz się w niej, no i dla mnie patent z matowym wykończeniem nie dość, że ładny - to praktyczny :).

      PS. Masz na blogowej wyprzedaży takie perełki, że przynajmniej w kwestii ubrań cieszę się, że to nie moje rozmiary bo już bym brała tę ramoneskę!

      Usuń
  4. Korzystam od dłuższego czasu z TT i do tej pory byłam mega zadowolona, bo nie znałam lepszej, która rozczesałaby moje długie, gęste włosy, ale Twoja recenzja sprawiła, że uświadomiłam sobie, że istnieje lepsza szczotka :) Widziałam kilka minusów w TT, ale wcale mi to nie przeszkadzało, bo wiedziałam, że nie znajdę już ideału. Nie wyobrażasz sobie jak bardzo mi pomogłaś tym wpisem. Nie wpadłabym nawet na pomysł by szukać już czegoś innego, bo ta była wystarczająco dobra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim cieszę się, że wpis może okazać się pomocny :) mam nadzieję, że Angel Cię nie rozczaruje - trochę się obawiałam skrytykować TT, bo jest już właściwie kultowy, ale okazuje się że sporo dziewczyn ma podobne wątpliwości co do niego :) zawsze warto drążyć i szukać ideału! :D Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  5. No to teraz mam już całkiem problem, używa TT, ale własnie nie do końca jestem zadowolona, poza tym chyba już się zużyła, ząbki się powyginały, zaczyna szarpać moje włosy,(mam długie prawie do pasa) i myślałam o zakupie szczotki z włosia dzika, a teraz piszesz o tym Angel i nie wiem którą bardziej chcę ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że TT jak najbardziej się zużywa i po jakimś czasie trzeba kupić kolejny - co ciekawe, niedawno natknęłam się na opinię dziewczyny używającej TT że kupiła nowy i... jest jakby słabszej jakości? Szczotki naturalne też mnie kuszą, sama nie wiem jak by się sprawdziły, może i takie porównanie się pojawi :D

      Usuń
  6. Mam Tangle Teezera i faktycznie nie jestem z niej zbytnio zadowolona, bardziej skołtunione włosy muszę i tak przeczesać normalną tanią szczotką. Lubię ją jednak za to, że jest mała i mieści się do kosmetyczki. Kurcze, skusiłabym się na Tangle Angel, ale jakby była właśnie bardziej kompaktowa, bez rączki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba słyszę chóry Anielskie... zeszłaś mi z tą szczotką Tangle Angel jak z nieba. Z moimi pokołtunionymi, od szalika i wiatru, lokami nie radzi sobie tangle teezer. Boli jak diabli i musze wyginać głowę we wszystkie strony świata, żeby rozczesać, to co mam do rozczesania. TT jest fajny, ale latem, kiedy nic dodatkowo nie plącze kłaków. Koniecznie musze sobie zakupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimą maltretowanie włosów czapką i szalikami to niestety zmora :) też tak mam, częściej niż latem zmuszam się do związywania włosów chociaż w luźny warkocz, żeby ich tak nie szarpać... Ale tym bardziej Tangle Teezer może nie dawać rady :)

      Usuń
  8. Ja na początku byłam z TT bardzo zadowolona, to była dla mnie rewolucja w rozczesywaniu włosów, bo szczerze tego nienawidzę, nigdy nie mogłam mieć zbyt długich włosów, bo ich czesanie potrafiło mnie doprowadzić do łez. Nawet mój fryzjer twierdzi, że moje włosy są trudne "w obsłudze". Jednak po 2 latach użytkowania TT jakby... przestał działać. Może po prostu ze względu na zużycie, nie wiem. Dałaś mi nadzieję tą szczotką Tangle Angel, że mój koszmar się skończy, już ją zamówiłam :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej kwestia pogarszania się TT może wynikać z jego zużywania, jednak doszły mnie słuchy od dziewczyn używających tych szczotek regularnie, że nowe egzemplarze są jakby słabszej jakości. Może po to, by częściej je wymieniać...? :) Mam nadzieję, że Angel przypadnie Ci do gustu!

      Usuń
  9. Super recenzja , bardzo wciągająca .Nie słyszałam nigdy wcześniej o TA .Do tej pory używałam TT i powiem szczerze ze srednio sobie radził z moimi gęstym włosami . Muszę zaopatrzyć się w TA jak najszybciej !!
    Zapraszam do siebie ;) , obserwuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :). Jeśli masz gęste włosy, to prawdopodobnie Tangle Teezer podobnie się u nas sprawdza :)

      Usuń
  10. Ślędzę Instagram TA i jestem zachwycona tymi szczotkami. Zwykle używam różowej wersji TT, ewentualnie kompaktowej na wyjazdy i jestem nimi co prawda zachwycona, ale marzy mi się nieco większa szczotka, bo włosy już dawno przekroczyły linię ramion :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w roli domowej, solidnej szczotki TA na pewno się sprawdzi. Na większości zdjęć u mnie akurat Extreme, ale Classic jest całkiem niewielka i zgrabna :)

      Usuń
  11. Odkad kilka miesiecy temu kupiłam moja TT pokochały ją moje włosy :) obowiazkowo zawsze znajduje sie w mojej torebce ale przyznaje ze ta wersja Angel wyglada cudnie ii jak na taką "domową" szczotkę nadaje sie idealnie.. pierwszy raz sie spotykam z takim modelem :)

    pozdrawiam

    www.marijory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie - domowa szczotka, którą wygodnie można postawić i zawsze mamy na nią miejsce :)

      Usuń
  12. mam 2 wersje tangle teezer - fioletową elite i różowo-czarna kompaktową. Obydwóch używam każdego dnia, lepiej jednak korzysta mi sie z wersji elite, chociaż wiele razy wypadła mi z rąk. Póki co zostanę przy TT bo mam cienkie i delikatne włosy i te szczotki dobrze sobie z nimi radza. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do delikatnych włosów jak najbardziej :))

      Usuń
  13. Szczotka Angel wydaje się być bardzo ciekawa. Ja od kilku lat używam TT wersji standardowej i Ellite i nie wyobrażam sobie już swojej pielęgnacji włosów bez jej użycia;)
    ps. jaką pomadkę/błyszczyk masz na ustach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elite podoba mi się nawet bardziej niż zwykły TT :) a na ustach pomadka w kredce Golden Rose nr 10 i odrobina bezbarwnego balsamu :)

      Usuń
    2. Dziękuje:) Zestawienie bardzo mi się podoba:)

      Usuń
  14. Bardzo przypominasz Idalie w tych jasnych włosach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to dziękuję, bo Magda jest piękna :) <3

      Usuń
  15. chyba skutecznie mnie przekonałaś, właśnie kupiłam niedawno nowego TT, ale i tak moich splątanych włosów nie jest w stanie rozczesać tak jakbym chciała i czasem odpuszczam i chodzę z kołtunem (sic!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niedobrze, szczotka powinna jednak rozczesywać :/ mnie strasznie irytuje, gdy tworzą mi się takie kołtuny i mam lekką obsesję na tym punkcie, by jednak włosy były gładkie - nawet w sezonie szalikowo czapkowym :)

      Usuń
    2. i wróciłam ponownie bo jeszcze nie kupiłam tangle angel, ale chcę zamówić, bo mam dosyć kołtunów, TT nie daje rady o innych szczotkach nie wspomnę
      wybrać classic czy extreme?
      Bardziej myślę o extreme żeby porządnie je rozczesać, z drugiej strony moje włosy są cienkie i nie wiem czy szczotka nie będzie za duża :>

      Usuń
  16. Na pewno zakupię TA extreme, bo TT jednak nie do końca 'ogarnia' grube włosy.
    Fajny i przydatny post:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Xtreme do grubych włosów to najlepsze wyjście, wprawdzie wszystkie Angele mają dość długie ząbki, ale ta ma ich najwięcej :)

      Usuń
  17. Mnie na razie wystarczy klasyczny TT i szczotka z dzika ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie szczotki z naturalnego włosia też mnie intrygują :)

      Usuń
  18. Witam. Po zdjęciach wydaje mi się, że mamy podobne włosy jeśli chodzi o długość i gęstość, dlatego mam pytanko :) Zamierzam zakupić "aniołka" tylko zastanawiam się, którą wersję czy tangle angel czy większą extreme. Xtreme bardziej mi się podoba ze względu na mat ale czy nie jest ona "za duża" dla włosów niezbyt grubych. Mam teraz po rozjaśnianiu cieńsze włosy i wysokoporowate, stąd mój problem z rozczesywaniem :(

    OdpowiedzUsuń
  19. O proszę nie słyszałam jeszcze o tej szczotce. Ja miałam wcześniej TT, ale nie do końca spełnił moje oczekiwania, z dzika odpada kompletnie jak dla mnie, natomiast dla mnie bohaterem jest zdecydowanie Ikoo. Dostałam ją na święta i sprawuje się świetnie, także polecam przetestować :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mało gdzie można znaleźć :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Extreme mi się marzy, pewnie w końcu się skuszę. Na cherubina dla córci też :)

    OdpowiedzUsuń
  22. jutro zamawiam <3

    www.patt-cieslewicz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Gratulacje dla wszystkich, które zauważyły że krótkie wypustki TT nie wbijają sie w głąb włosów a tylko 'suną' po skiklanych włosach. Odkryłyście tym samym główne założenie TT jakim jest stopniowe szczesywanie kołtunów poprzez wlasnie 'ślizganie' sie po nich, główna ich zaletą jest to ze nie wbijają się we włosy i nie szarpią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal 1:0 dla Tangle Angel - bo choć wnika wgłąb włosów, nie szarpie, a TT mimo tego założenia u mnie "utyka" w tej górnej warstwie i kołtuny jak pod spodem są, tak są.

      Usuń
  24. Sama mam TT i powiem Ci, że nie jestem z niej zbyt zadowolona. Na basen na pewno super-lekka i poręczna, ale w gruncie rzeczy, poza tym do niczego się nie nadaje-po tygodniu użytkowania jest porysowana i mega ciężko wyjąć z niej włosy, które się w niej placzą. Kołtunów nie rozczesuje, tylko po prostu wyrywa połowę włosów- Kołtunów faktycznie nie ma, ale oglądanie całej zakłaczonej szczotki nie jest przyjemne.
    Tangle Angel natomiast wygląda bardzo kusząco i myślę, że pokuszę się na białą skrzydlatą wersję ☺

    OdpowiedzUsuń
  25. właśnie zostałam 190 obserwatorem bloga :)
    A jeśli chodzi o szczotkę to TT też mnie nie zadowala do końca bo mimo wszystko wyrywa mi włosy. Mam też wet brush jest lepsza ale chyba pokuszę się jeszcze na tangle Angel.

    OdpowiedzUsuń