Sprzymierzeńcy do walki z cerą naczynkową: kolorówka

sobota, 19 marca 2016 | 34 komentarze:
Odkąd pamiętam, walczę z zaczerwienieniami. O ile moja cera nie należy do super wrażliwych i trudno ją podrażnić, tak rozległe plamy naczynkowe skutecznie utrudniają mi życie, uniemożliwiając dobór podkładu i przebijając bezlitośnie spod wszelkich kosmetyków. Dziś naturalnie jest już lepiej - ze względu na większą świadomość potrzeb skóry i dostępność produktów - ale zaufajcie mi - czasy gimnazjum/liceum, okres słabo kryjących, pełnych różowych tonów podkładów to zdecydowanie najgorszy rozdział z  kroniki mojej cery. Mimo to, lata rozmaitych doświadczeń nauczyły mnie sporo, a poza kilkoma uniwersalnymi zasadami, ufam też kilku sprawdzonym kosmetykom, lub ich typom, więc jeśli borykacie się z problemem cery naczynkowej, zaróżowionej punktowo lub całościowo - być może znajdziecie tu coś dla siebie.


Jak wspomniałam we wstępie, moja cera nie jest typową, problematyczną naczynkową, z jaką klasycznie kojarzy się w przypadku zaczerwienień. Mam naturalnie oliwkowy, lekko żółty ton skóry, którą trudno podrażnić kremem czy kosmetykiem do mycia. Powoli się opala, jest bardzo odporna na poparzenia i urazy. Słowem - wydawałoby się, że daleko jej do skóry atopowej, delikatnej, czyli właśnie takiej, na której obszary zaróżowienia to znacznie więcej niż policzki. A jednak - być może najrozsądniej byłoby umieścić tutaj zdjęcie przed/po w makijażu, abyście zrozumiały w pełni o czym mówię - jeśli uda mi się takie cyknąć, uzupełnię wpis właśnie o to, abyście mogły zobaczyć, jak dużą różnicę dają odpowiednie kosmetyki. Celowo nie poruszam tematu pielęgnacji, bo źródła zaczerwienień są różne: mogą to być rozszerzone naczynka, lub zmiany trądzikowe, hormonalne czy podrażnienia alergiczne. Chodzi jednak o efekt: czyli zatuszowanie niechcianego zabarwienia, które jak przez lata zdążyłam się przekonać, potrafią przyćmić każdy element makijażu i zawsze w efekcie sprawiają, że twarz nie wygląda zdrowo. No to do konkretów!

1. Baza

Nie odkryję tym Ameryki, ale to fakt: baza neutralizująca zaczerwienienia jest istotnym wstępem do tematu. Sprawa zaczyna się nawet wcześniej - już na etapie kremu pod makijaż, warto wybrać ten z dodatkiem zielonego pigmentu. Moja Mama stosuje na przykład Red Blocker - chociaż szczególnie go Wam nie polecam, bo w moim odczuciu poza zabarwieniem, jest dość suchy i średnio nawilżający. Baz z zielonym barwnikiem na rynku mamy mnóstwo - u mnie tym razem występuje akurat Catrice z serii Prime and fine. Nie jest to najlepsza baza na świecie, krycie mogłoby być nieco lepsze, jednak ma intensywny, pistacjowy odcień który "gasi" ogniska koloru i pokrywa twarz lekko siną warstwą, dzięki czemu aplikowany później podkład ma zdecydowanie bardziej neutralne tło. W konsystencji jest przyjemna, bardzo lekka - nie jest to baza silikonowa, przypomina raczej wodnisty krem, więc nie jest wyczuwalna na twarzy i nie zmienia właściwości kremu ani podkładu. Kosztuje też niewiele - około 18zł. 

2. Podkład

Idealnym i niezbędnym do tanga oprócz bazy, jest podkład. To u mnie temat rzeka, a wpisy na ich temat pojawiają się regularnie, zawsze jednak łączy je jedno: szukam zawsze podkładów o neutralnej, beżowej, lub lekko żółtej barwie. Jakiekolwiek podkłady z pigmentem różowym, natychmiast wybijają kolor mojej cery na bardziej zaczerwieniony, niezdrowy i odstający od reszty. Na blogu znajdziecie wciąż aktualne zestawienie żółtych podkładów, wpis poświęcony aktualnemu ulubieńcowi, czyli Max Factor Facefinity oraz, dla zwolenniczek produktów mineralnych - świetne kolorystycznie propozycje od Annabelle Minerals - tam też do podejrzenia fotki moich licznych śladów i blizn - które dziś na szczęście mocno już zbielały, a to za sprawą mezo serum Bielendy <3.
Patrząc na temat na podstawie dotychczasowych doświadczeń, coraz łatwiej jest o neutralne i żółtawe podkłady, nawet na półkach drogerii - większość produktów Bourjois ma ładną tonację, Bell z serii hipoalergicznej wygląda nieźle. Wciąż jednak najładniejsze i najbardziej zróżnicowane odcienie znajdziemy w nieco wyższym przedziale cenowym, i tutaj króluje MAC (odcienie pomiędzy NC15 a NC30), Estee Lauder, Clinique czy Kat von D. Wspomniany przeze mnie Bourjois, to dla mnie w ostatnim czasie Air Mat - o którym również pisałam tutaj

3. Kamuflaż / korektor

W przypadku wyjątkowo uporczywych, lub miejscowych zmian i przebarwień, niezastąpiony będzie silnie napigmentowany korektor. Przerabiałam ich już trochę i na ideał wciąż nie trafiłam, jednak niedawno recenzowane kółko kamuflaży Kobo zawiera piękny, żółty, kremowy kamuflaż łudząco podobny do tych, jakie znajdziecie w kamuflażach Kryolan, i może okazać się bardzo trafiony. Jest to odcień jasny i mocno napigmentowany, nada się więc do wielu zadań: od konturowania, po kamuflowanie. Warto wypróbować go również na okolicę oczu, jako przeciwwagę dla zasinień.

4. Puder 

Tutaj pole do popisu mamy spore, ale i do wtopy - także. Teoretycznie, jeśli uda nam się dobrać optymalny odcień podkładu, wystarczy sięgać po puder transparentny lub biały - jednak jeśli można wzmocnić efekt neutralizujący, to dlaczego nie? Gama żółtych, korygujących pudrów stale rośnie. W swojej ofercie świetne pudry ma Clinique (idealny, jasny żółtek, w wersji prasowanej) czy słynny Ben Nye w odcieniu Banana, który poleca nawet Katosu. To właśnie odpowiednikiem tego ostatniego jest puder sypki W7 o wdzięcznej nazwie Banana Dreams. Nie mam niestety porównania z oryginałem, jednak tańszy banan sprawdza się u mnie bardzo fajnie. Jest drobno zmielony, aksamitny, ma ładny kolor o przyjemnej pigmentacji, choć nie utrzymuje matu zbyt długo. Kosztował coś około 17zł, więc warto go wypróbować - chociaż następnym razem, gdy go wykończę, ze względów praktycznych wybiorę chyba coś prasowanego.

5. Baza pod cienie - korektor

Sytuacja w kategorii oczy jest niejednoznaczna, bo opcji mamy kilka. To też właściwie szersza kwestia ujednolicenia koloru powiek, bo najczęściej dokuczają nam niebieskie żyłki w tym obszarze, które koniecznie powinnyśmy kamuflować, aby stworzyć dla cieni idealnie neutralne płótno. W tym względzie odpowiednie będą albo dedykowane bazy pod cienie z beżowym pigmentem, albo korektor pod oczy. Ja jednak wybieram bazę, bo korektor zwykle mimo moich starań po prostu się roluje. Tutaj - baza Essence I love stage, której używam już drugi miesiąc i jestem z niej bardzo zadowolona. Jest kremowa, klei się odrobinę na tyle, żeby ładnie utrzymać cienie, a ma na tyle mocną pigmentację, że bardzo ładnie i naturalnie wyrównuje kolor na powiece.

-------

Tak wygląda przegląd mojej kosmetyczki, jeśli chodzi o wizualną korekcję zaczerwienień. Stale testuję nowe produkty i szukam tych, które jak najlepiej radzą sobie z tym problemem. Zawsze należy brać pod uwagę potencjalne źródło problemów, i od niego zaczynać opracowanie własnej, skutecznej taktyki makijażowej, jednak za wymienione produkty mogę z całym sumieniem ręczyć, że okażą się pomocne. Jako wsparcie, dobrze działa na mnie też woda termalna łagodząca widoczność naczynek, maseczki i sera z witaminą C oraz maseczki algowe. Być może, gdy zgromadzę szerszy "materiał dowodowy", pojawi się kontynuacja wpisu - właśnie od strony pielęgnacji.

Kto boryka się z problemem zaczerwienień? A może po prostu - kolor Waszej cery odbiega od odcienia szyi i ciała, i potrzebujecie korygować go poprzez makijaż?
Mam nadzieję, że powyższa lista i wskazówki okażą się przydatne! 


Zapraszam do dyskusji:
  1. Ja nie mam zaczerwienień ale mam sporo przebarwień i niedoskonałości, które staram się ukryć.
    Cały czas szukam ideału.
    Póki co - najbardziej kocham M cover Missha - BB cream

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo dobrego o nim słyszałam. Muszę dorwać próbkę, oby nie okazał się zbyt siny dla mnie :)

      Usuń
  2. również mam cerę naczynkową. z ogromną skłonnością do rumienia dodam.

    i jakkolwiek również stawiam na żółte podkłady, to w przeszlości zetknęłam się z azjatyckim kremem BB Lioele Dollish Veil Vita w odcieniu Natural Green (jest w odcieniu seledynowym, ale po roztarciu robi sie beżowy) i powiem Ci, że żaden podkład tak nie wyrównywal i neutralizował kolorytu skóry jak ten bebik. od dawna chcę do niego wrócić, ale co jakiś czas wpadają do mnie jakieś inne podkłady (ach ten zew testerki) i zakup odkladam. ale krem wspominam bardzo, bardzo mile.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem te testerskie zapędy :) z azjatyckich kremów miałam do czynienia tylko z dwoma od Skin79- o ile pomarańczowy był pięknie beżowy, tak biały Skin79 był właśnie taki.. siny, lekko szary, i faktycznie czasem aplikowałam go w ramach bazy, bo neutralizował zaczerwienienia. Niestety, u mnie reszta ciała jest równie żółta, i mimo neutralizowania, potem się wyraźnie odcinał, był zbyt chłodny, szary :) ale wyobrażam sobie, że przy bladolicych z natury osobach to może działać!

      Usuń
    2. fakt, ja jestem dość blada :)

      Usuń
  3. Mam naczynka wyłącznie przy nosie, więc sobie jakoś radzę z nimi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie punktowe to jeszcze mały problem, zwykle punktowy korektor załatwia sprawę :)

      Usuń
  4. Ja zazwyczaj stawiam tylko na mocno kryjący podkład (z lenistwa, ale ten żółty puder mnie zainteresował :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam, że ta baza zielona z catrice ma zielony brokat w sobie :/ Czy to prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż poleciałam ją sprawdzić :) tuż po rozsmarowaniu, baza ma taki mocny glow - jakby była rozświetlająca, ale ten efekt znika gdy tylko zastygnie i kompletnie niczego nie widać, a już na pewno nie brokatu :)

      Usuń
    2. Uff, dziękuję za odpowiedź :) :*

      Usuń
  6. Ja od zawsze mam czerwone policzki :( I nos :P ( ale to zazywczaj od zimna albo ciepła ) również staram się szukać jakiś produktów w tonacji żółtej aby troche zniwelować przebijające przez podkład czerwone plamy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ileż razy polowałam na ten puder z W7 :) W moim mieście jednak trudno z dostępnością do tej marki. Nad zieloną bazą się zastanawiałam i chyba przy wykończeniu tej z Daxa, postawię na Catrice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W7 to albo Natura, albo najprościej - internet. W Krakowie za sprawą dwóch małych drogerii o bogatym asortymencie W7 czy MUR mamy ułatwioną sprawę :D

      Usuń
  8. Muszę chyba spróbowac tej zielonej bazy z Catrice :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama po tym wpisie zaczęłam używać jej ze zdwojoną częstotliwością :)

      Usuń
  9. Ja mam z kolei trądzik różowaty i różnica między przed i po jest ogromna... Dobrze dobrane kosmetyki niemalże działają cuda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Totalna zgoda - najtrudniej jest zdecydowanie uporać się z nierównościami i tymi śladami, które oznaczają również powierzchniowe zmiany :(

      Usuń
  10. u mnie jedynie trądzik jest problemem, już sobie z nim nie radzę po ran kolejny :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz rację, na sklepowych półkach na szczęście coraz więcej jest podkładów neutralno-żółtych, ale żeby były one jeszcze jasne, to już trzeba się nachodzić ;( Muszę w końcu zainwestować w jakąś zieloną bazę! ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak mówisz - mój obecny ulubieniec w postaci Facefinity jest właśnie wprawdzie żółty, ale ciemny. Mieszam go z Colorstayem 150 i kombinuję, ale to jednak nie jest szczyt marzeń. Ja poluję obecnie na którąś z baz Golden Rose, wyglądają obiecująco :)

      Usuń
  12. Jak tak czytam to moja cera jest podobna do Twojej. Nie jest typową cerą z podrażnieniami, delikatną, atopową, jednak zaczerwienia i u mnie występują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piątka, chociaż nie zazdroszczę, bo wiem z czym to się (kry)je :)

      Usuń
  13. Niestety u mnie zaczerwienienia też są widoczne :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Żółta baza z inglota też brzmi fajnie. Jakoś do zielonej nie mogę się przekonać, niby nie barwi, ale jednak, ja widze tam tą zieleń. NO WIDZĘ. A po żółtej wszystko jest cacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to muszę koniecznie sprawdzić tę żółtą. Ja też czasem mam wrażenie, że ta zieleń przebija, ale ze względu na mocno kryjący podkład ostatecznie znika :)

      Usuń
  15. Moja Mama też ma problemy z czerwonymi plamami na twarzy. Bardzo dobrze spisuje się u niej zielona baza ze Smashboxa.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo przydatny post tym bardziej, że borykam się z tym samym problemem :-/ Co do tej zielonej bazy z Catrice nigdy się na nią nie zdecyduję, bo ona ma chyba jakieś drobinki w sobie?? Ja stosuję zieloną bazę z Bell i jest całkiem ok :-) słyszałam, że Kryolan ma dobrą zieloną bazę, ale to już nieco wyższa półka cenowa :-) U mnie świetnie sprawdza się również zielony korektor w kredce Max Factor z serii Colour Corrector, bardzo fajnie redukuje zaczerwienienia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Instagramie też ktoś zapytał o te drobinki, i zbadałam tę sprawę - otóż tuż po wyciśnięciu z tubki, wydaje się mieć perłowy połysk w sobie, ale po dokładnym rozsmarowaniu i wchłonięciu, ten efekt znika. Nie ma mowy o brokacie :) zielonych baz jest właśnie sporo, jednak ta sensowna półka cenowa jest często słaba jakościowo niestety. Teraz jest silny trend na czerwone - pomarańczowe kamuflaże, typowo na zasinienia pod oczami wprawdzie, ale też mogą ciekawie tonować kolor ogólnie :)

      Usuń
  17. Puder z W7 bardzo mnie zaintrygował :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie widzisz w tej zielonej bazie z Catrice brokatu? Używałam ją w szkole, i miałam wrażenie, że ktoś po prostu nasypał do niej brokat :/

    OdpowiedzUsuń
  19. Ta klatka z ptaszkiem jest piękna, też ją mam :)

    Moja twarz też jest bardzo b. wrażliwa i zaczerwieniona . Ciągle muszę dawać jej ukojenie i intensywne nawilżanie..

    OdpowiedzUsuń
  20. W kuluarach niesie się niewiarygodna wieść. Wstyd.

    OdpowiedzUsuń