Gdybym miała wskazać na wymarzoną pracę, z pewnością miałaby ona związek z urządzaniem wnętrz. Chodzenie po sklepach meblowych i tych z dodatkami to mój ulubiony rodzaj cardio, a kupowanie lamp, poduszek czy innych dekoracji sprawia mi niepokojąco dużą przyjemność, większą niż nabytek kolejnej pary butów czy nawet kosmetyków. Gdy około rok temu przeprowadziłam remont mieszkania, przemalowując ściany z beżowych na szare, a meble wymieniając z drewnopodobnych na białe – rozpoczęła się moja niekończąca się zakupomania wnętrzarska. Przez łatwą dostępność fajnych, designerskich rzeczy w takich sklepach jak KiK, Pepco czy Jysk, stale wracam do domu z jakimś drobiazgiem. W ostatnim czasie trochę mi się tego nazbierało, a są to rzeczy fajne o tyle, że trochę czuć w nich klimat zbliżających się świąt, ale wciąż nie są przesadzone, zbyt jednoznaczne i sezonowe. Jeśli jesteście ciekawe nabytków według klucza: biel, szarość i rose gold – zapraszam dalej.

W okresie jesiennym, zdecydowanie najliczniej wpadają w moje ręce kubki i lampki i koce. Tych ostatnich przybyło mi w tym sezonie już kilka, ale dwa najnowsze nabytki pochodzą z niezawodnego Pepco. Pierwszy, który jak zauważyłam króluje na Instagramie, zrobił na mnie ekspresowo świetne wrażenie i wiedziałam, że muszę go mieć, gdy tylko go zobaczyłam. Pośród większości kocy i pledów z poliestru czy polaru, wyróżnia się ciekawym splotem, wykończeniem z frędzlami i składem – 100% bawełna. Jest bardzo ciepły, ale faktem jest, że zwykle kładę go po prostu gdzieś w pobliżu, bo podoba mi się gdy tak nonszalancko wisi sobie na oparciu kanapy. W praktycznym użyciu częściej ląduje najnowszy nabytek, także z Pepco – cienki, puchaty kocyk w stalowym odcieniu, z wzorkiem przypominającym marokańską koniczynę. Kosztował zawrotne 19,99zł i znajdziecie go obecnie w sklepach tej sieci. Pleciony model dostępny był jeszcze w beżowej tonacji i odrobinę innym wzorze – też jeszcze ostatnio widziałam go na półkach. Generalnie w kwestii pięknych kocy czy narzut, polecam Pepco – podobne znajduję czasem w Zara Home czy H&M Home, a ceny są nieporównywalnie wyższe.

Poza tekstyliami, jesienią nierozłącznie towarzyszą mi wszelkiego rodzaju lampki: cotton balls, które wiszą u mnie przez okrągły rok, ale też powoli pojawiają się dodatkowe świetlne akcenty. W tej kategorii najnowsze nabytki to metalowe, białe, koronkowe lampki na baterie (KiK, 14,99zł) oraz święcący triumfy w sieci lightbox – Nanu Nana, 59zł.
Lampki są malutkie, ale niezwykle urokliwe – nie są to tandetne, choinkowe szpice, ich kształt sprawia że świetnie wyglądają nawet, gdy nie są zapalone. Po zmroku rzucają za to ciekawe, ażurowe cienie. W komplecie jest jedynie 10 sztuk na krótkim kablu, ale myślę, że łącząc kilka kompletów można by ciekawie opleść nimi nawet choinkę. W takiej sytuacji polecam uśmiechnąć się do elektryka, połączyć je i baterie zamienić na wtyczkę do gniazdka. Zrobiłam tak w przypadku cotton balls, bo stale wyczerpywały się w nich baterie. 
Poza tymi maleństwami, godne miejsce na obrazkowej półce zajął właśnie lightbox. Nad nim zastanawiałam się dłuższą chwilę, bo nie byłam pewna czy jego styl mi odpowiada, stwierdziłam jednak że ma coś w sobie – i voila, obecnie stoi sobie na półce, ubrany w jesienny napis. Do zestawu dołączone są przezroczyste karteczki z literami, cyframi i symbolami, możecie więc dowolnie konfigurować podświetlany komunikat. 
Ligtbox zasilany jest 6 bateriami i posiada wygodny, dyskretny przycisk – chociaż w ciągu dnia wygląda równie dobrze wcale się nie świecąc. Zapalony daje dość ostre, chłodne, białe światło, więc jeśli to jedyne źródło światła – może być nieco rażące.
Jeśli chodzi o reprezentację w odcieniu różowego złota, poznajecie zapewne znajomy świecznik – to druciana konstrukcja z KiK. Dostępne były jeszcze białe i czarne, i w zasadzie wszystkie wyglądały świetnie. Ma prostą, geometryczną formę i szczerze mówiąc, zupełnie nie wymaga świeczki, żeby dobrze wyglądać.
Na powyższych zdjęciach przewija się cudnej urody, ażurowa skrzynka – wykonana, podobnie jak lapmki, z metalu, zamykana na haczyk. Naprawdę mnie zachwyciła: jest wykonana bardzo drobiazgowo, wygląda niczym kuferek na biżuterię wyszperany na jakimś francuskim pchlim targu. W praktyce stoi póki co pusta, ale patent jest taki – jeśli włożyć do niej najprostsze, ledowe lampki choinkowe, może stworzyć naprawdę świetny, lekki, a zarazem świąteczny klimat. Idealnie sprawdzi się też jako pojemnik na lakiery, pomadki, lub biżuterię. Kosztowała zawrotne 14,99zł, i dostępna była w KiKu jakiś czas temu.
Skrzynka wylądowała na tacy, którą zaledwie wczoraj kupiłam w Pepco. Wcześniej nieraz przymierzałam się do takich prostych, podłużnych tac w H&M Home, które są tam w stałej ofercie – i są świetne. Czarne, drewniane lub srebrne. Przyznacie jednak, że za niecałe 15zł (w stosunku do cen rzędu 60/70zł) grzechem byłoby jej nie zgarnąć. Spodobało mi się w niej, że jest całkiem porządna, ma prosty napis estetyczną czcionką – czasem ilość oklepanych sentencji o miłości i domu jest w Pepco przytłaczająca ;). Dostępne są też obecnie większe rozmiary, i jeszcze jedne świetne tace – w kolorze naturalnego drewna, z białym blatem w drobny, czarny, marokański wzorek. Na zdjęciach przewija się także n-ty w kolekcji kubek – oczywiście biało-czarny. Jest spory, szeroki, ale przede wszystkim po prostu ładny. Wzorek ma w sobie jakąś delikatność, przypomina mi kolorowanki na zasadzie łączenia kropek, w dodatku motyw listków to u mnie w tym sezonie jeden z ulubionych. Na dokładkę dodam, że kosztował… mniej niż 5zł. Polecam zajrzeć do Pepco!
Geometryczne wzory reprezentuje też kosz – oczywiście z KiKu. Kosze te pojawiły się w sieci razem ze świecznikami, w dwóch rozmiarach – mój jest wyższy i bardziej pękaty, oprócz tego dostępny był jeszcze płaski i szeroki. Cóż, kosz wygląda świetnie, jest minimalistyczny, porządnie wykonany (a różnie z tym bywa w przypadku takich sklepów) – osobiście trzymam w nim najzwyczajniej owoce, ale widziałam też, że świetnie sprawdzają się w roli “gniazda” na cotton balls. Swoją drogą, obecnie w Biedronkach znajdziecie te świecące kulki w srebrzystej, świątecznej wersji – tylko to tutaj zostawię ;).
Na koniec, już ewidentnie świąteczna wisienka na torcie – albo raczej, bombka na choince. Ceramiczny talerzyk z tym właśnie drzewkiem wzięłam całkowicie spontanicznie – planuję umieścić na nim orzechy, czekoladki lub cukierki – z założenia w celach dekoracyjnych, w praktyce… no wiecie. Świąteczne reklamy czekolad i innych słodyczy made me do it ;). Talerzyk to także efekt ostatniej wizyty w KiK, kosztował 12,99zł i występuje jeszcze w wersji z… bałwankiem ;).
To by było na tyle, jeśli chodzi o zgromadzone w ostatnim czasie gadżety: jest dość spójnie, zarówno jeśli chodzi o styl, klimat, jak i ceny. W mojej ocenie wszystkie drobiazgi mają fajny, trochę skandynawski, minimalistyczny charakter, ale nie są jednolicie świąteczne, jesienne czy zimowe. 
Dajcie znać, czy coś wpadło Wam w oko, czy też lubicie taką tematykę i czy chcecie być na bieżąco z takimi zakupami – a z pewnością ich nie zabraknie.. 🙂