Niezależnie od tego, jak bardzo lubię jesień i wszystkie umilacze, jakie za sobą niesie – to tempo jej nadejścia i tak zawsze zaskakuje. Nierozerwalnie wiąże się to z kilkoma zmianami, nieodzownymi co roku o tej porze. Nie potrafię łamać schematów jeśli chodzi o kwestie kolorów, czy to w szafie, czy na paznokciach – i wraz z nadejściem września, wszystkie soczyste korale i barwne neony wędrują do szuflady, a w ich miejsce wkraczają czerwienie, bordo i zielenie. Nie inaczej jest i tym razem, gdy na paznokciach goszczą moje dwa ukochane odcienie – intensywna śliwka i kremowy nude w tonacji pastelowego różu.

Z wyborem intensywnych, jednolitych paznokci w mocnym, ciemnym odcieniu, to jesienią chyba kwestia bladej całości. Bo tak – szare, beżowe swetry, takie same szaliki i płaszcze, aż proszą się o taki nasycony akcent. Ponieważ zwykle mój dylemat odnośnie manicure ogranicza się do kwestii – jasne, kryjące pastele, czy mocne, ciemne kolory – tym razem połączyłam obie kategorie, mam nadzieję uzyskując zgrabny efekt.

Sięgnęłam po moich wysłużonych ulubieńców: ciemny, idealny na jesień i zimę odcień pomiędzy bordo a fioletem, to nr 083 – Burgundy Wine. Na zdjęciach wygląda na bardziej czerwony, choć w rzeczywistości bliżej mu do dojrzałej śliwki węgierki. Jest świetnie napigmentowany i wygląda rewelacyjnie na krótkich i długich paznokciach opiłowanych w zgrabne migdały. W duecie z nim, dla kontrastu, występuje jeden z pastelowych faworytów, który wybieram i do opalonej skóry latem, i gdy chcę uzyskać delikatny, ale wyrazisty efekt – czyli 157 Little Rosie. Ten drugi to subtelny, mleczny róż, przywodzący na myśl malinowy budyń.

Z kompletnego braku czasu, nie wykombinowałam z użyciem tych odcieni niczego specjalnie finezyjnego – choć miałam ochotę zabawić się wzorami i efektem końcowym – ale i tak pokusiłam się o delikatny dodatek. Na większości palców postawiłam na burgundowe wino, a na środkowych – kremową Rosie. Akcentem są tu… kropeczki, które ostatnio święcą triumfy w manicure i zauważam je na co drugiej dłoni. Sama nie wiem, o co chodzi, ale to taka mała rzecz, a cieszy ;). Kropkę wykonacie bez trudu, to jasne, mi pomógł w tym wypadku pędzelek Semilac N-002.

Jak widać na załączonym obrazku – kolory rewelacyjnie dogadują się z puchatym swetrem i obowiązkowym o tej porze roku wrzosem. Swoją drogą, nie wiem czy spotkałyście się z tym przesądem, że wrzosów nie należy trzymać w mieszkaniu, bo przynoszą pecha – do tego stopnia, że… mają nawet zwiastować śmierć. Wyjątkowo krzywdząca teoria, bo wrzosy uwielbiam i zawsze przez jakiś czas jesienią z przyjemnością znajduję dla nich miejsce.

Koniecznie dajcie mi znać, jakie są Wasze ulubione odcienie na paznokciach właśnie jesienią – mile widziane propozycje Semilac, bo zdecydowanie mam ochotę powiększyć kolekcję o fajne brązy, brudne czerwienie i granat.

Ja jesiennie polecam:

 

189 Tuna Voyage z kolekcji Flavours

Najładniejsze czerwienie Semilac na jesień i zimę