Czy spodziewałyście się, po hucznym debiucie matowych pomadek Semilac,  że marka nie zatrzyma się na tym etapie i pójdzie o krok dalej, na dobre wkraczając w kategorię makijażową? Przyznam, że z dystansem wypatrywałam kolekcji kolorówki Semilac, bo tak wyspecjalizowana w manicure hybrydowym marka sporo ryzykowała. To, że ich lakiery i akcesoria są numerem jeden, wiedziałam – sama używam ich odkąd w ogóle stosuję hybrydy. Miałam więc, podobnie jak większość z Was, spore oczekiwania i poprzeczkę zawieszoną wysoko. Gdy dotarła do mnie przesyłka zawierająca róże, palety cieni i korektory, zabrałam się za testy. Dziś chcę Wam o nich trochę opowiedzieć i podzielić się moim pierwszym wrażeniem na temat kosmetyków do makijażu Semilac.

To, co rzuciło mi się w oczy jako pierwsze, to dobór kosmetyków na które postawił Semilac w pierwszej kolejności. Niekoniecznie są to produkty z podstawowej gamy, obejmującej podkłady czy pudry. Domyślam się, że w nawiązaniu do swojej tradycji zabawy kolorem, marka postawiła w dużej mierze właśnie na niego – co zrealizowała poprzez prasowane róże, palety cieni, ale też tak niestandardowe i nieoczywiste produkty jak cienie do powiek w kremie.

Matowe palety cieni Semilac (39,90zł)

Należę do osób, które zdecydowanie stawiają na palety i wolę je od pojedynczych, czy nawet autorskich kombinacji. W makijażowej kolekcji Semilac znalazły się dwie – Nude Rose i Warm Nude, oscylujące wokół dwóch tonacji zgaszonych odcieni od beży i brązów po brudny róż i szarość. Dobór kolorów oceniam na trafny, bo w wygodnych, pięciobarwnych paletkach znalazł się przekrój idealny do stworzenia i dziennego, i nieco bardziej wyrazistego makijażu, zatem zaleta w postaci wielozadaniowości została zachowana. Paletki prezentują się wizualnie pięknie, opatrzone są lusterkiem i dwustronnym pędzelkiem kitowym. Co ciekawe, jest on lepszej niż zwykle jakości – z powodzeniem wykorzystacie go do wykonania kreski czy aplikacji jasnego cienia na całą powiekę. Kolorystyka palet jest taka, jak widzicie – tu wszystko jest kwestią gustu, jednak w mój trafiają one bezbłędnie. Zarówno nudziakowe róże jak i cieplejsze tony mi pasują i grać powinny z większością typów urody. Jeśli chodzi o jakość cieni, to nie ma tu mowy o osypywaniu się. Pigmentację, jaką odnajdziemy w paletkach, można odnajdywać dwojako. Nie jest to najmocniejsze nasycenie koloru z jakim się spotkałam, ale sprawia ono też że łatwiej stopniuje się kolor, a blendowanie nie sprawia problemu i nie powoduje plam. Najwięcej namachamy się w przypadku najjaśniejszych odcieni, ich widoczność wymaga trochę pracy, ale już te kolejne – są wyraźnie na powiece widoczne, a podbite bazą – prezentują się naprawdę dobrze. W ciągu dnia cienie delikatnie blakną, ale nadal – nic się nie osypuje ani nie rozmazuje, pozostając na swoim miejscu.

Matowe cienie Semilac

Wygładzająca baza pod cienie do powiek (29,90zł)

Skoro jesteśmy przy cieniach, warto wspomnieć o rozświetlającej, kremowej bazie jaką zaproponował Semilac. U mnie baza to podstawa, używam jej zawsze sięgając po pudrowe cienie. Mocuje je na miejscu, wzmacnia pigment i przedłuża trwałość, nierzadko wpływając też na intensywność efektu końcowego. Co ciekawe, baza Semilac ma delikatnie perłowy ton, co jednak nie wpływa na zmianę matowych cieni w połyskliwe – nie do końca wiem, jak jej zabarwienie miałoby je podbić, jednak co istotne – swoją pierwotną rolę spełnia bardzo dobrze. Nie roluje się, wklepana w małej ilości tworzy odpowiedni grunt (także pod cienie innych marek, sprawdzone). Zdecydowanie ten mały słoiczek powinien się znaleźć w kosmetyczce każdej osoby, która po cienie sięga często i chętnie.

Baza pod cienie Semilac

Cienie do powiek w kremie Semilac (29,90zł)

To chyba największe zaskoczenie, jeśli chodzi o mój odbiór kolorówki Semilac. Kremowe cienie, zwłaszcza w postaci tubki z aplikatorem, to nie jest najczęstsza postać tego rodzaju kosmetyku. Przyznajcie się, ile z Was w ogóle posiada takowe, chociażby w formie aplikatora z gąbeczką? Jednak Semilac idąc trochę na przekór, znalazł w swojej ofercie miejsce na coś takiego i myślę, że jest to ukłon w stronę wizażystek i tych z Was, które lubią makijażem także się bawić, a delikatne i matowe cienie to dla nich za mało. Kremowe cienie Semilac to bardzo intensywnie napigmentowana porcja błysku, nieco metaliczna, skrząca się mnóstwem drobinek, którym daleko do ciężkiego brokatu. Wystarczy odrobina, wklepana najlepiej palcem, by uzyskać efekt błyszczącej tafli koloru odbijającej światło. Dostępne kolory osculują pomiędzy chłodną bielą, błękitem i srebrem, przez metaliczną szarość, miedź, pistację aż po ciemny grafit. Z uwagi na ekspresowe tempo zasychania i bardzo silną trwałość (tak, w trakcie testów robiłam zakupy w osiedlowym warzywniaku z okiem pociągniętym miedzią i złotem) – będą świetne w makijażach okazjonalnych. Spokojnie jednak odrobina wklepana w wewnętrzny kącik doda blasku nawet podstawowemu makijażowi oka. Możecie wybierać spośród 7 odcieni, które w zasadzie w moim odczuciu są już gotowymi do użycia, wygodnymi pigmentami w żelowo – kremowej postaci.

Kremowe cienie Semilac

Prasowane róże do policzków ( 35,90zł)

Bez owijania w bawełnę – róże, które znalazły się w kolekcji to coś, na co chyba najmocniej zabiło moje wątłe serce. Uwielbiam róże – to według mnie najbardziej banalny sposób na dodanie cerze blasku i zdrowego wyglądu. Obawiałam się, jakie odcienie znajdę w środku tych pięknych, tłoczonych opakowań z lusterkiem, ale uff – ulga, jest dobrze. Są cztery:

01 Fresh Pink (rozświetlający) – Rześki, chłodny odcień różu z odrobiną błysku w postaci nienachalnych drobinek

02 Candy Rose (matowy) – Cukierkowy róż w bardzo zdrowej, intensywnej tonacji fuksji

03 Healthy Rose (matowy) – Ciepły odcień matowego różu doprawionego barwą dojrzałej brzoskwini

04 Mocha (matowy) – Najciemniejszy, bliżej mu do odcienia terakoty, nieco ceglany

Róże są po prostu piękne – zarówno jeśli chodzi o kolorystykę, jak i sposób pracy z nimi. Mocno sprasowane, nie pylą się i nie osypują, a pigmentacja pozwala w dwóch, trzech machnięciach pędzlem uzyskać idealny efekt typu airbrush. W eleganckim opakowaniu z lusterkiem nie znajdziecie dodatkowego pędzelka czy puszka, ale sam kosmetyk zapakowany jest solidnie, ma mocne zamknięcie i bez obaw możecie nosić go w torebce. Mój faworyt to Candy Rose, kojarzy mi się z MACowym Well Dressed. Jeśli chcecie postawić tylko na jeden z kosmetyków do makijażu Semilac, zacznijcie od różu – mówię Wam.

Róże Semilac

Róże Semilac

Róże Semilac

Korektory pod oczy w kremie (29,90zł)

Choć z pewnym niedosytem stwierdziłam, że Semilac nie uraczył nas póki co linią podkładów (hybrydowe podkłady – to byłoby coś, just sayin…!), to za to możemy już cieszyć się korektorami. Zamknięte w identycznych tubkach jak kremowe cienie, korektory debiutują w trzech odcieniach (01 Ivory, 02 Natural, 03 Beige). Korektory Semilac zawierają olej z kurkumy, który znany jest z silnego działania antyoksydacyjnego, formuła wzbogacona została również o witaminy A, C i E oraz lecytynę. Formuła tej tubeczki z wąskim aplikatorem jest dla mnie w tym wypadku idealna – najbardziej higieniczna, a jednocześnie praktyczna – łatwo wycisnąć sobie pożądaną odrobinę nawet tuż pod okiem, po czym wklepać palcem czy pędzelkiem. Kolorystyka nie jest obszerna, ale przemyślana. Najjaśniejszy odcień jest wręcz porcelanowy, środkowy – to żółtawy beżyk, a trójka – to już kategoria opalona, raczej na przebarwienia niż pod oko. Formuła jest lekka, i choć korektor po chwili lekko zastyga, nie ma mowy o jakimś cemencie. To się wiąże oczywiście z tym, że należy go przypudrować dla utrwalenia, ale nie przesusza skóry i nie zbiera się w zmarszczkach. U mnie dwójka to od początku testów właściwie jedny korektor po jaki sięgam, i przy umiarkowanym zasinieniu zapewnia mi ładne krycie z subtelnym efektem rozświetlenia. W tubkach znajduje się 7ml produktu.

Korektory Semilac

Semilac korektory

Uff, przebrnęłyśmy przez ten przegląd – a trochę tego było. Tak jak podkreśliłam na wstępie, powyższe wrażenia to jedne z pierwszych, bo chciałam sprawnie podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami apropo kolorówki Semilac, mając na uwadze że wzbudza wiele emocji. Uważam, że jakość nie zawodzi, na pewno zachwyca estetyczny i solidny wygląd i opakowania, a kolorystyka poszczególnych produktów jest przemyślana i po prostu piękna. Na pewno radzę Wam zainteresować się różami i paletkami cieni – a sama zacieram ręce z nadzieją, że kolejnym krokiem Semilac będą pudry i podkłady. Nie chcę spekulować, ale to mógłby być hit 🙂

Dajcie znać, czy coś Wam się spodobało, a może miałyście także okazję poddać te kosmetyki swoim testom?