Od dobrych kilku lat jest moim sprzymierzeńcem, najlepszym przyjacielem i orężem w walce z codziennym makijażem. Okazuje się niezastąpiona, gdy wszystkie pędzle schną po myciu i wtedy udowadnia, że tak naprawdę prawie wszystkie makijażowe czynności można nią wykonać. Gąbka do makijażu – od dłuższego czasu obowiązkowa w kosmetyczce, jednak znalezienie godnego polecenia egzemplarza wcale takie proste nie jest. Jeśli akurat szukacie nowego modelu lub dotychczasowy Wam nie odpowiada – warto rzucić okiem na dzisiejszą propozycję od SOSU.

Gąbka SOSU: pierwsze wrażenie

Gąbka SOSU, marki o której pisałam TUTAJ w kontekście palet i pędzli, to klasyka. Średniej wielkości jajko z jednym ściętym bokiem i wytłoczonym logo SOSU z pozoru wygląda jak każda gąbeczka do makijażu, jednak… w przypadku gąbek, jak mało kiedy, sprawdza się stwierdzenie, że liczy się wnętrze. Jeśli jest sztywne, niedostatecznie sprężyste i chłonne – używanie takiego egzemplarza będzie po pierwsze nieprzyjemne, po drugie – nieskutecznie. Na szczęście w przypadku SOSU jest inaczej. W kwestiach technicznych – Pro Blender kosztuje 36zł, dostępny jest głównie online (na przykład TUTAJ), ale być może pojawi się, tak jak rzęsy SOSU, w drogeriach Natura. Gąbka zapakowana jest w plastikową tubę i to w zasadzie tyle z teorii. A co w praktyce?

sosu pro blender

Po pierwsze – struktura. Gąbka SOSU ma dość mocno porowatą, chropowatą strukturę i nie przypomina wielu budżetowych gąbek, które są gładkie i śliskie, jakby były wykonane z silikonu. Powoduje to, że jest – już po zmoczeniu i odciśnięciu wody – tak jakby… puszysta? Bo tak – jak każda gąbka, SOSU także potrzebuje namoczenia, wtedy też zwiększa swoją objętość – i to znacznie. Co jest istotne, to to, jak gąbka zachowuje się właśnie osiągając docelową formę. Wiele razy spotykałam się z efektem znikomego spuchnięcia, a gąbki często pozostają dość sztywne i twarde. SOSU jest pod tym względem inna: wsiąka w nią dużo wody, ale po solidnym odciśnięciu – zostaje lekka jak chmurka, bardzo elastyczna gąbeczka którą stempluje się po skórze z przyjemnością.

Pro Blender SOSU: aplikacja podkładu, korektora i pudru

Przejdźmy do najważniejszego – jak sprawdza się to jajeczko w akcji? U mnie jej kluczowym zadaniem jest, rzecz jasna, aplikacja podkładu. Nie robię tego palcami od lat, pędzlem – sporadycznie. Uwielbiam efekt typu airbrush jaki zapewniają gąbki, ale i one potrafią narobić smug lub ścierać podkład, zamiast go rozprowadzać. W przypadku Pro Blendera wszystko odbywa się wzorowo. Gąbka z racji urastania do sporych rozmiarów, szybko radzi sobie z nałożeniem podkładu w kluczowych partiach twarzy, a dzięki ściętej końcówce – łatwo dociera się nią z korektorem pod oczy. Tutaj też dostrzega się plus jej miękkości – nawet ostrzejszy czubek pozostaje miękki i łagodnie dopasowuje się do kształtu powieki, bez ryzyka dziobnięcia się w oko. Spłaszczona część dobrze nadaje się do tego, co przy mojej mieszanej cerze lubię robić właśnie gąbką – czyli aplikacji pudru sypkiego. Wystarczy kilka ruchów, a dodatkowo – efekt jest znacznie bardziej naturalny. To taki tip dla osób, które jeszcze nie skusiły się na tę metodę. Jeśli chodzi o podkłady, to gąbką aplikowałam zarówno te mocno płynne (Catrice HD Liquid) czy gęste, kremowe (nawet Dermacol) i w obu przypadkach szło gładko.

sosu pro blender

sosu pro blender

Podsumowując

Nic dodać, nic ująć – gąbka Pro Blender ląduje u mnie na podium w kategorii gąbeczek, deklasując zarówno klasyczny BeautyBlender (z czasem robi się tępy i niezbyt elastyczny) i gąbkę Wibo (znacznie twardsza).  Podobnym uczuciem darzyłam chyba tylko Blendit, ale mam wrażenie, że SOSU jest jednak lepsza z uwagi na teksturę i ścięty kształt. Problem może wynikać jedynie z dostępności, ale to i tak kwestia do przejścia. Jeśli poszukujecie czegoś nowego do aplikacji podkładu, korektora, pudru lub kremowych formuł do konturowania… możecie śmiało czuć się zachęcone :).

Na koniec prośba do Was: dajcie znać, jaka gąbka jest Waszym numerem 1 – może zupełnie inna niż te wymienione przeze mnie tutaj?