Podkłady – moja odwieczna, niekończąca się historia. Stale testuję i poszukuję ideału, a w moich kryteriach plasują się przede wszystkim twarzowe, dobrze stapiające odcienie bliskie oliwkowej tonacji, mocne krycie i trwałość. Można powiedzieć, że chcę tylko wszystkiego, ale przecież w dobie obietnic dotyczących wielogodzinnej wytrzymałości i ekstremalnego krycia – nie powinny to być wymagania nie do spełnienia. Tym razem pod lupę wzięłam podkład Lancome Teint Idole Ultra Wear, który imponuje gamą kolorystyczną. Czy czymś jeszcze? Jak się sprawdził? Zobaczcie dalej.

Teint Idole Ultra Wear: charakterystyka

Ponieważ podkład, wraz z zastępem miniaturowych próbek z innymi odcieniami trafił do mnie z Notino.pl, pozwolę sobie na wstępie zacytować jego CV wraz z obietnicami składanymi przez producenta:

Podkład matujący Lancôme Teint Idole Ultra Wear w płynie sprawi, że skóra będzie wyglądać doskonale nawet w najbardziej wymagający i najdłuższy dzień przezcałą dobę! Podkład matujący Lancôme Teint Idole Ultra Wear w płynie sprawi, że skóra będzie wyglądać doskonale nawet w najbardziej wymagający i najdłuższy dzień. Podkład o długotrwałym działaniu Teint Idole Ultra Wear doskonale matuje cerę i redukuje niepożądane błyszczenie skóry. Intensywne krycie sprawia, że możesz polegać na nim przez cały dzień, bez konieczności nanoszenia poprawek.

LNCOME Teing Idole Ultra Wear

LNCOME Teing Idole Ultra Wear

LNCOME Teing Idole Ultra Wear

LNCOME Teing Idole Ultra Wear

We wspomnianym Notino, podkład o standardowej pojemności 30ml kosztuje aktualnie 156zł i jest to, obiektywnie rzecz biorąc, dość wysoka cena za tego typu kosmetyk. Tym bardziej warto podejść do niego wymagająco.

Kolorystyka i kwestie techniczne

To, co na pewno kusi aby sięgnąć po podkład Lancome, to obszerna kolorystyka. Nie jest to sytuacja wypuszczenia 4-6 odcieni i desperackiej próby dopasowania któregoś z nich do siebie, ponieważ podkład występuje w gamie aż 45 odcieni i jest to zaawansowana paleta kolorystyczna, obejmująca nie tylko różne jasności, ale też waha się od bladej porcelany, przez róż po piaskowy beż i ciemny brąz. To na duży plus.

LNCOME Teing Idole Ultra Wear

LNCOME Teing Idole Ultra Wear

Podkład ukryty w srebrzystym kartoniku prezentuje się godnie – matowa, szklana butelka z pompką wygląda elegancko, a przy tym pozostaje praktyczna. Nasz zawodnik jest też wyposażony w filtr SPF15, co jest istotne jeśli chcemy po niego sięgać właśnie w miesiącach letnich. W przypadku filtrów – im więcej, tym lepiej.

Jeśli chodzi o kolorystykę, to na wstępie należy zwrócić uwagę na jeden przykry mankament. Niestety, ale Tein Idole Ultra Wear ciemnieje i robi to znacznie. Mój odcień, 025 Lin wydawał mi się przepięknie beżowy, jednak już po chwili aplikacji na dłoń – zaczął oksydować. Nie zmienił się w mechaniczną pomarańczę, ale pociemniał jednak przynajmniej o 2 oczka, a to minus – bo wyjściowy odcień nie będzie na naszej skórze nigdy docelowo taki, jak wybieramy na podstawie testera. Warto mieć to na uwadze.

Aplikacja, trwałość, komfort noszenia

Ja aplikuję podkład w 99% gąbką ( u mnie ostatnio niezmiennie – GĄBKA DO MAKIJAŻU SOSU) i do takiej metody aplikacji i tutaj się odnoszę. Podkład z racji dość rzadkiej konsystencji idealnie się do tej metody nakładania nadaje, choć i tak należy robić to dość sprawnie – należy do grupy mocno zastygającej. Ponieważ w składzie mamy matującą krzemionkę i perlit, czuć że po chwili całość tak jakby krzepnie i mocno osiada na skórze. Nie ma to nic wspólnego z wyglądaniem źle – podkład jest rzadki, oddychający i ładnie wtapia się w strukturę skóry, jednak – tak jak wspomniałam – zastyga. Krycie oceniam na mocne plus – wystarcza dokładka w strategicznych punktach żeby uzyskać w zasadzie pełne krycie na naczynkowej i usianej przebarwieniami cerze. Po kilku minutach od aplikacji możecie ocenić, czy będzie wymagał u Was przypudrowania – na cerach suchych obstawiam, że absolutnie nie. Ja wolę jednak pod spód zastosować bardziej nawilżający krem i tym samym zrównoważyć jego dość intensywne zastyganie. Wtedy dokładam odrobinę pudru (również gąbką), a w razie potrzeby – całość spryskuję mgiełką (np. Bielenda) – i to pozwala mi najlepiej “ugryźć” jego nieco wymagającą formułę. Nie czynię tych wysiłków w próżni – zyskuję dzięki temu trwały, dobrze kryjący podkład, któremu podkręcam uczucie komfortu na skórze.

LNCOME Teing Idole Ultra Wear

Mój odcień  –  025 Lin

LaNCOME Teing Idole Ultra Wear

Obiecywana wielogodzinna trwałość nie została w moim przypadku poddana testowi 24H – z wiadomych przyczyn. Zdarzyło mi się jednak kilkukrotnie mieć go na twarzy po 10-12h i spełnił moje oczekiwania w kategorii trwałości, bo:

  • nie wycierał się na żuchwie i policzkach
  • nie zostawiał śladów na ubraniach
  • nie wyświecał się w strefie T
  • nie znikał w miejsc w których dokładałam go więcej

a więc w skrócie – realne oczekiwania względem trwałego podkładu spełnione.

 

 

Podsumowując – byłabym ostrożna stosując go przy cerze suchej lub wrażliwej (także wrażliwej na zapach – jest dość intensywny przez chwilę od aplikacji), jednak wiele zależy od bazy i tego, czym go wykończycie. Nie polecam stosowania go na żelowe kremy lub sera, jednak z dobrze wchłaniającym się, ale nawilżającym kremem, może stworzyć bardzo fajny duet. Mój odcień, 025 Lin, ma ładną, neutralną tonację i dobrze stapia się nawet z moją opaloną, dość żółtą skórą. Koniecznie weźcie pod uwagę to, że oksyduje, ale jeśli macie możliwość sprawdzić go stacjonarnie (np. w salonach Notino) – to warto dobrać swój odcień i dać mu szansę. Latem, gdy temperatura i wilgotność stwarzają podkładom trudne warunki, może okazać się naprawdę trwałym kompanem. Uplasowałabym go pomiędzy EL Double Wear a Catrice HD Liquid, dając duży plus za mnogość odcieni i komfortowe opakowanie.

Dajcie znać, czy latem sięgacie po tak mocno kryjące podkłady, czy porzucacie makijażowe wyzwania na rzecz komfortu i wygody, na przykład kremów BB?

Pozostałe wpisy o podkładach, które mogą się przydać:

Podkłady w żółtej tonacji

Nadal w top 3 – podkłady Semilac

Podkład Catrice HD