Grudzień: start - najpiękniejsze zapachy od Woodwick

czwartek, 1 grudnia 2016 | 3 komentarze:
Nie wiedzieć kiedy, skąd i w jaki sposób, dość nagle rozpoczął się nam dziś grudzień. Z tej okazji w ostatnich dniach w Krakowie spadło nawet trochę śniegu, choć w typowym dla siebie stylu, wraz ze zmianą kartki w kalendarzu zamienił się dziś w deszcz, skutecznie odbierając klimat jaki zapanował, idealnie komponując się z rozkręconymi na dobre sklepowymi witrynami, wieszczącymi rychłe Święta. Należę do tej kategorii osób, które przed grudniowym szaleństwem raczej się nie wzbraniają: w listopadzie owszem, nie wyciągam jeszcze choinki, ale grudzień to moment, gdy powoli reorganizuję przestrzeń wokół siebie, i chętnie otaczam się świątecznymi elementami. To właśnie zimą nieodłącznie towarzyszą mi zapachy, i tak jak latem czy wiosną woski mogłyby dla mnie nie istnieć - w długie, chłodne popołudnia i wieczory często wrzucam do kominka kawałek czegoś, co doda jeszcze więcej ciepła, klimatu i poprawi nastrój. Jeśli chcecie poczytać, jakie klimatyczne, ale delikatne i subtelne zapachy wybrałam na ten sezon - zapraszam na przegląd wosków Woodwick.

CZYTAJ WIĘCEJ »

Listopad w kadrach: Instamix

sobota, 26 listopada 2016 | 5 komentarzy:
Dziś krótko, zwięźle i na temat - przegląd praktycznie już minionego miesiąca, który zresztą był dla mnie bardzo intensywny i męczący - powoli wkraczam w grudniowy, przedświąteczny nastrój, ale zanim to nastąpi - kilka kadrów podsumowujących listopad. Sama lubię takie wpisy, więc jeśli komuś nie po drodze na mój Instagram, to zapraszam - zresztą mamy tu jakieś niepublikowane bonusy - trochę podróżnicze, książkowe i oczywiście - urodowe.

1. Przełom października i listopada rozpoczął się dla mnie krótką wyprawą do Rzymu. Zaledwie 5 dni okazało się tak intensywne, że wróciłam bardziej zmęczona niż wypoczęta - pierwsza wizyta w tym mieście zobowiązuje, żeby zobaczyć jak najwięcej, w związku z czym przeszłam pieszo chyba z 30 kilometrów wzdłuż i wszerz. Pozytywna kwestia jest taka, że chyba spaliłam wszystkie włoskie kalorie pochłonięte pod postacią makaronu, pizzy i tiramisu. 
2. Smakowita Ella to kolejna książka kucharska w moich zasobach, i trochę mi przed samą sobą głupio, bo póki co gromadzę te książki, a niekoniecznie znajduję czas, by z nich korzystać. Skoro jednak trafiła się okazja pod postacią przeceny na całe 12zł w Znaku - grzechem byłoby jej nie przygarnąć.
3. Odkrycie polecane przez Katosu - różowa płukanka Joanna. Regularnie korzystam z niebieskich odżywek i płukanek, bo co jakiś czas mój farbowany blond lubi nabierać miedzianego połysku, który jest wyjątkowo uporczywy. Płukanka sprawia, że włosy mają delikatnie perłową poświatę, ciężko właściwie dostrzec tam stricte różowy kolor - przypomina mi to bardziej filtr ze Snapchata, gdzie ten odcień po prostu jest trochę ładniejszy. Intensywność zależy oczywiście od zastosowanej ilości i wyjściowego odcienia włosów.
4. Kocia kawa z piankami - cuteness overload. Takie rarytasy zafundowałam sobie we Wrocławiu, gdzie na przedłużony weekend wybrałyśmy się z Agatą. Zgodnie uznałyśmy, że tak, jak jest to obrazek bardzo fotogeniczny, tak również... niezjadliwy. Pianki są ultrasłodkie i bardzo... sztuczne. Dla zainteresowanych, takie idealnie małe, do kawy lub kakao znajdziecie w Tigerze. Kubek pochodzi z Home&You. A swoją drogą - wszystkim z Wrocławia zazdroszczę genialnych knajp - Kraków może Wam pozazdrościć! W Pasibusie byłyśmy tyle razy, że wstyd się przyznać ;).
5. Skoro o kubkach mowa... mimo ewidentnego deficytu przestrzeni, nie mogłam odmówić sobie tych egzemplarzy z Biedronki. Za 6,99zł mamy naprawdę stylowe, ładne kubki, które spokojnie mogłyby stać sobie na półce w H&M Home za trzykrotnie wyższą cenę. 
6. Nowości paznokciowe: w końcu pozbyłam się mini lampki UV i zainwestowałam w półokrągłą lampę SUN UV. Jeszcze nie miałam okazji jej używać, ale kształt wydaje się bardzo komfortowy, jest przy tym kompaktowa i zgrabna. Nowości lakierowe to moje pierwsze odcienie marki Neonail, o której słyszałam bardzo kontrowersyjne opinie, wkrótce więc chcę się z nimi zmierzyć. Intryguje mnie zwłaszcza odcień Rosy Memory, który wydaje się być moim ukochanym, przydymionym różem.
7. Nowy nabytek torebkowy - powinnam mieć już absolutnego bana na torebki, ale nie mogłam się jej oprzeć. Duża, pojemna, w idealnie jesiennym, bordowym odcieniu spodobała mi się już w Rzymie, ale kupiłam ją w krakowskim salonie Aldo. Akurat trafiła się 20% zniżka, więc automatycznie potraktowałam ją jako wskazówkę z niebios. Jest świetna, bliżej pokazywałam ją tutaj. Dostępna jeszcze czarna i pudrowo różowa. Polecam!
8. Listopad upłynął mi pod znakiem kawy ze szczyptą cynamonu i niepokojących ilości ciasta marchewkowego. To połączenie to czasem jedyna recepta na spadek energii i produktywności. Nie żeby po takim duecie jakoś specjalnie coś się człowiekowi chciało - poza drzemką - ale z pewnością poprawia nastrój. Moja refleksja jest taka, że porządne, domowe latte z odrobiną korzennych przypraw bije na głowę wszystkie kawiarniane, przesłodzone kompozycje.
9. Moje ulubione w ostatnim czasie pomadki zebrane w jednym miejscu - nihil novi - głównie zgaszony róż, dwie bardziej intensywne, śliwkowe wersje i wszelakie kombinacje pod hasłem nude. Z całego tego towarzystwa polecam uwadze pomadkę z olejem arganowym z Paese o numerze 24. Przepiękna, kremowa, a odcień ożywia nawet najbardziej zmęczoną jesienią karnację.

___

To by było na tyle, jeśli chodzi o najbardziej wyraziste akcenty minionego miesiąca. Był mocno wyjazdowy, spędziłam go prawie głównie na walizkach - końcówkę obecnie umila mi szybki remont, który jeśli przetrwam - być może podsumuję właśnie tutaj. 
A jak minął Wam listopad? Wyczekujecie już na grudzień i świąteczne szaleństwo? U kogo już w głośnikach Last christmas? ;)
CZYTAJ WIĘCEJ »

Pamiątki z Rzymu: podkład i pomadka KIKO

wtorek, 15 listopada 2016 | 8 komentarzy:
Z podróży najlepiej jest przywozić rzeczy użytkowe, a z takich kierunków jak Włochy, oczywistym jest wyposażenie się w kawę, słodycze i inne spożywcze dobroci. Gdy już, będąc w Rzymie, zaopatrzyłam się w powyższe, zajrzałam jeszcze do salonu KIKO - bo owszem, w Polsce już jest, ale o dostępności w Krakowie świadoma nie byłam, a z zamówieniami online kojarzyłam, że był zawsze jakiś problem - prawdopodobnie chodziło o wysyłkę bezpośrednio z Włoch. Tym sposobem to właśnie w Rzymie odkryłam, że to naprawdę ciekawa i godna uwagi marka, a na dowód dwie zdobycze: podkład Unlimited i pomadka Gossamer Emotion Creamy Lipstick.

CZYTAJ WIĘCEJ »

Home decor: (tanie) perełki z KIK, Pepco, Nanu Nana

poniedziałek, 7 listopada 2016 | 30 komentarzy:
Gdybym miała wskazać na wymarzoną pracę, z pewnością miałaby ona związek z urządzaniem wnętrz. Chodzenie po sklepach meblowych i tych z dodatkami to mój ulubiony rodzaj cardio, a kupowanie lamp, poduszek czy innych dekoracji sprawia mi niepokojąco dużą przyjemność, większą niż nabytek kolejnej pary butów czy nawet kosmetyków. Gdy około rok temu przeprowadziłam remont mieszkania, przemalowując ściany z beżowych na szare, a meble wymieniając z drewnopodobnych na białe - rozpoczęła się moja niekończąca się zakupomania wnętrzarska. Przez łatwą dostępność fajnych, designerskich rzeczy w takich sklepach jak KiK, Pepco czy Jysk, stale wracam do domu z jakimś drobiazgiem. W ostatnim czasie trochę mi się tego nazbierało, a są to rzeczy fajne o tyle, że trochę czuć w nich klimat zbliżających się świąt, ale wciąż nie są przesadzone, zbyt jednoznaczne i sezonowe. Jeśli jesteście ciekawe nabytków według klucza: biel, szarość i rose gold - zapraszam dalej.

CZYTAJ WIĘCEJ »

Ekstremalne oczyszczanie: czarna maska Pilaten

czwartek, 3 listopada 2016 | 15 komentarzy:
Jeśli chodzi o maseczki do twarzy, zdecydowanie należę do #TeamPeelOff - nie znoszę zimnych i wodnistych masek w płacie czy żelu, a poza tym jest coś satysfakcjonującego w odrywaniu takiej płachty. Dziś o jednej takiej, której ściąganie nie należy do przyjemnych, jednak efekty są tego warte. Poznajcie słynną, koreańską black mask Pilaten.


CZYTAJ WIĘCEJ »